tu jesteś:   STRONA GŁÓWNA
Poznaj Tatry
NATURA
   Zielony Świat Tatr
   Zwierzęta Tatr
   Klimat, Skały i Wody
   Kronika wydarzeń przyrod.
KULTURA
   Historia
   Etnografia
Filmy edukacyjne
AUDYCJE RADIOWE
ATLAS ROŚLIN
ATLAS GRZYBÓW
ATLAS ZWIERZĄT
PANORAMY TATR
INNE GÓRY
BLOG / NEWSY
WSPÓŁPRACA


Zwierzęta Tatr
Niedźwiedź "ludojad"
Po naukę do Szwecjii
strona: 2/2    1 2 

Po naukę do Szwecji

Jednym z wyników spotkania niedźwiedziologów na Kalatówkach, o którym pisaliśmy w „Tatrach” nr 34, było zaproszenie nas do udziału w realizacji Projektu Badawczego Skandynawskich Niedźwiedzi Brunatnych (Scandinavian Brown Bear Research Project). Wraz z Nurią Selva z Instytutu Ochrony Przyrody PAN od 15 do 22 kwietnia uczestniczyliśmy w pracach kilkunastoosobowej grupy naukowców i praktyków zebranych w stacji terenowej w Tackåsen, w szwedzkim regionie Dalarna.

Badania skandynawskich niedźwiedzi prowadzone są w dwóch regionach. Tackåsen jest położone w centrum południowego regionu badawczego, obejmującego obszar około 13 tys. km kw., w środkowej części Szwecji. Są to tereny słabo zaludnione, o wysokiej lesistości. Badanie niedźwiedzi rozpoczęto tu w 1985 r. Od tego czasu do końca ubiegłego roku odłowiono 421 osobników. Ponieważ wiele z nich usypianych było kilkukrotnie, wykonano znacznie ponad tysiąc immobilizacji. Obecnie w nadajniki (na obroży lub w formie implantu do jamy brzusznej) wyposażone są tu praktycznie wszystkie dorosłe niedźwiedzie, a także znaczna cześć osobników młodocianych. W sumie po tym obszarze chodzi co roku 60–70 niedźwiedzi z nadajnikami.

Największy park niedźwiedzi w Europie

Na pierwszy dzień po naszym przyjeździe zaplanowane było zdjęcie obroży, którą przez całą zimę nosił młody samiec o imieniu Bambam, żyjący w parku niedźwiedzi w Orsie. Park ten (www.rovdjurscentrum.se) to największy tego typu obiekt w północnej Europie. Na powierzchni około 27 ha, w warunkach zbliżonych do naturalnych, żyją tu niedźwiedzie brunatne (także z podgatunku kamczackiego), niedźwiedzie polarne, wilki, rysie, rosomaki, a także tygrysy amurskie, leopardy oraz puchacz. Park położony jest w sąsiedztwie ośrodka narciarskiego Grönklitt. Tuż za jego płotem znajdują się narciarskie trasy zjazdowe i biegowe wraz z wyciągami narciarskimi i stadionem biatlonowym.

Bambam, którym mamy się zająć, to trzyipółletni samiec. Obrożę założono mu jesienią. Wtedy też przygotowano dla niego sztuczną gawrę, w której umieszczono czujniki mierzące stężenie i kompozycję gazów we wnętrzu gawry. Przez całą zimę obroża z sensorami ruchu rejestrowała aktywność niedźwiedzia. Przedsięwzięcie jest częścią badań nad snem zimowym niedźwiedzi.

Niedźwiedź zostaje przywabiony do niewielkiej zagrody i odizolowany od innych młodocianych osobników, a następnie uśpiony precyzyjnym strzałem z broni pneumatycznej z odległości 2,2 m. Zasypia po około trzech minutach. Ekipa przystępuje do pracy. Obroża zostaje zdjęta, a niedźwiedź jest ważony i mierzony. Okazuje się, że ten młodzieniaszek waży 180 kg, jego przednia łapa ma 15 cm szerokości, a tylnia 23,5 cm długości, czyli gdybyśmy posługiwali się metodami stosowanymi w Karpatach, jego wiek określilibyśmy na 10–15 lat. Przez cały czas podawany jest mu profilaktycznie tlen z butli. W kilkuminutowych odstępach monitorowana jest temperatura ciała, oddech i rytm serca. Pulsoksymetr mierzy puls i nasycenie krwi tlenem. Wszystkie czynności odnotowywane są w specjalnym protokole, standardowo wykorzystywanym przy każdej operacji usypiania niedźwiedzi w Skandynawii. Na koniec Bambam dostaje zastrzyk środka wybudzającego i jest przeniesiony do barłogu w pomieszczeniu zamkniętym. Nikt nie asystuje przy wybudzaniu. Dopiero po około dwóch godzinach idziemy skontrolować, czy wszystko przebiega prawidłowo. Niedźwiedź wciąż jest półprzytomny, ale nie ma obaw co do jego dalszych losów.

Kolejny dzień to niedziela – czas przeznaczony na porządki na stacji Tackåsen. My mamy taryfę ulgową. Dostajemy trzy sztuki broni pneumatycznej, zapas sprężonego powietrza i strzykawki z ćwiczebnymi igłami. Ćwiczymy się w strzelaniu do celu zaznaczonego na starej wykładzinie podłogowej. Wieczorem, kierujący stacją terenową Sven Brunberg, który jest tu alfą i omegą, wstępnie rozdziela zadania na poniedziałek. Priorytetem jest efektywne wykorzystanie śmigłowca, który rano ma przylecieć z odległego o około 200 km Östersund. Od poniedziałku zaczyna się intensywna praca, jednak zanim pójdziemy spać, trzeba jeszcze przygotować sprzęt na jutro, w tym strzykawki ze środkiem usypiającym.

Odłowy czas zacząć

Rano śmigłowiec zabiera dwie osoby i wylatuje na poszukiwanie sześcioletniej niedźwiedzicy imieniem Sälga, o numerze identyfikacyjnym W0605. System numeracji pozawala na stwierdzenie, że jest to niedźwiedź z południowego regionu badawczego (litera W) i był piątym nowym osobnikiem (dwie ostatnie cyfry, tu 05) po raz pierwszy odłowionym w roku 2006 (dwie pierwsze cyfry, tu 06). Śmigłowiec podąża w rejon, skąd pochodził ostatni namiar GPS wysłany przez obrożę poszukiwanej niedźwiedzicy. Na pokładzie zamontowane są odbiorniki radiowe pozwalające na precyzyjne namierzenie sygnału. Zwierzę wypłaszane jest przez helikopter na otwartą przestrzeń, co nie jest zbyt trudne, gdyż lasy w tej części Szwecji są bardzo intensywnie eksploatowane metodą zrębów wielkopowierzchniowych. Doświadczony pilot podprowadza maszynę do niedźwiedzicy na odległość 6–8 m, pada celny strzał z pokładu śmigłowca. Gdy zwierzę usypia, helikopter ląduje w pobliżu, ludzie wysiadają i zaczynają pracę – ważą i mierzą niedźwiedzicę, wymieniają obrożę. W tym czasie druga część ekipy, w tym weterynarz, dociera w pobliże samochodem terenowym i przejmuje dalsze czynności. Śmigłowiec wyrusza na poszukiwanie kolejnego niedźwiedzia. Tym razem będzie to dziewięcioletni samiec Vattun o numerze identyfikacyjnym W0805. Wszystko przebiega wedle poprzedniego schematu, z tym że dalsze czynności przejmuje drugi zespół naziemny, z trzech przygotowanych do pracy na dzień dzisiejszy. W każdym z nich jest wykwalifikowany weterynarz, który w terenie przeprowadza operację włożenia implantu do jamy brzusznej niedźwiedzia lub jego wymiany, jeśli implant umieszczony był w latach wcześniejszych. Implant wyposażony jest w niewielki nadajnik radiowy i czujniki rejestrujące podstawowe czynności życiowe zwierzęcia. W trakcie akcji pobiera się szereg próbek biologicznych do dalszych badań: krew z żyły szyjnej, tkankę, mocz, kał, wydzielinę gruczołów analnych, sierść z karku i z okolic cewki moczowej. Na koniec omometrem mierzony jest indeks otłuszczenia ciała, będący wskaźnikiem kondycji zwierzęcia.

W czasie, gdy dwie ekipy pracują na ziemi, trzecia cierpliwie czeka, a śmigłowiec zaczyna pierwszy w tym roku odłów niedźwiedziej grupy rodzinnej. Do odłowu wytypowana została dziewięcioletnia samica Näcka. W ubiegłym roku zaobserwowano, że prowadziła dwa młode. Jeśli niedźwiadki przeżyły zimę, będą pierwszymi nowymi niedźwiedziami odłowionymi w 2011 r. i otrzymają numery identyfikacyjne W1101 i W1102.

Odłowy grup rodzinnych to operacja znacznie bardziej skomplikowana. Po zlokalizowaniu sygnału samicy najpierw usypia się młode. W przeciwnym razie mogłyby się zbytnio oddalić, a brak nadajnika bardzo utrudniłby lub wręcz uniemożliwił ich odszukanie. Młode po uśpieniu zostają przetransportowane śmigłowcem w uprzednio wybrane dogodne miejsce, gdzie oczekuje ekipa naziemna. Niedźwiedzica operowana jest w miejscu uśpienia. Gdy jest ono znacznie oddalone od drogi, śmigłowiec szybko przerzuca tam sprzęt i ludzi.

Niedźwiadki, jako że są zbyt małe, nie dostają obroży z nadajnikiem, a jedynie implanty do jamy brzusznej. Ponieważ są to nowe osobniki, odłowione po raz pierwszy, otrzymują mikroczipy umieszczone pod skórą na nosie i kolczyki do ucha. Na górnej wardze od wewnątrz tatuuje im się numer identyfikacyjny. Próbki pobierane są standardowo, tak jak od osobników dorosłych. Po zakończeniu operacji śmigłowiec zabiera je z powrotem do matki. Cała rodzina, wciąż pod działaniem środka usypiającego, ułożona zostaje w specjalnie wybranym miejscu, młode są wtulone w matkę. Wszystkie jednocześnie dostają środek wybudzający. Ludzie oddalają się, nie czekając, aż antidotum zacznie działać. Niedźwiedzie mają budzić się we własnym towarzystwie.

Na koniec dnia zaplanowano odłów dziesięcioletniej samicy Siliny. Jest to nieduża niedźwiedzica i jak dotąd nie miała młodych. Sven spodziewa się, że będzie sama, okazuje się jednak, że towarzyszy jej zeszłoroczny niedźwiadek, otrzymuje on numer W1103. Późnym popołudniem kończymy prace i śmigłowcem wracamy do Tackåsen. Efekt naszej dzisiejszej pracy to siedem uśpionych niedźwiedzi, wymienione cztery obroże i założone trzy nowe implanty. Ale to jeszcze nie koniec pracy. Po powrocie do stacji trzeba zająć się pobranymi próbkami. Najwięcej czasu zajmuje krew, z której należy odwirować osocze i rozdzielić do mniejszych probówek. Trwa to do późnej nocy.

Na wtorek zaplanowany został odłów trzech dojrzewających samców, które wyemigrowały prawie 200 kilometrów na wschód, nad Zatokę Botnicką. Ponieważ są zbyt daleko od terenu badań, trzeba im wyjąć implanty z jamy brzusznej i założyć obrożę z nadajnikiem GPS/GSM, która sama odpadnie przed upływem roku. Jeśli do tego czasu nie wrócą w okolice Tackåsen, nie będą dłużej przedmiotem badań i nie będą już więcej odławiane. Zajmuje się tym czteroosobowa ekipa śmigłowcowa – pilot, tropiciel, strzelec i weterynarz.

My w tym czasie dostajemy zadanie skontrolowania za pomocą klasycznej telemetrii, czy niedźwiedzica zaplanowana do popołudniowego odłowu opuściła już rejon gawrowania. Jest to jedenastoletnia samica Rädika, której powinny towarzyszyć dwa dwuletnie niedźwiadki, samiczka Mylly i samczyk Mäki. Samica nadaje na dwóch częstotliwościach – jeden sygnał pochodzi od obroży, drugi z implantu. Oddzielne częstotliwości mają implanty młodych. Zmienne natężenie sygnałów świadczy, ze niedźwiedzie się przemieszczają. Śmigłowiec wraca z wybrzeża dopiero późnym popołudniem. Odłów grupy rodzinnej rozpoczyna się tuż przed osiemnastą. Przebiega wedle znanego nam już schematu, z tą różnicą, że towarzyszą nam także dwa psy szkolone do tropienia niedźwiedzi przez norweski urząd ochrony przyrody. Młode niedźwiadki są bardzo małe, choć mają prawie dwa i pół roku, ważą 22 i 23 kilogramy. Co ciekawe, samiczka jest trochę większa. Wymiary ich łap są minimalnie większe niż u o rok młodszych niedźwiadków odłowionych wczoraj.

Środa jest ostatnim dniem odłowów przed przerwą wielkanocną. Pracę rozpoczynamy od kolejnej, czwartej w tym roku grupy rodzinnej. Tym razem jest to szesnastoletnia niedźwiedzica Keiko, której towarzyszą dwa roczniaki. Po odłowieniu okazuje się, że są to dwie samiczki, jedna waży 16 kg, druga 17 kg. Otrzymują one numery W1104 i W1105. Następnie odławiane są trzy samotne, młode samice. Ostatnią jest czteroletnia Kyllan. Waży zaledwie 51 kg. Łącznie, w ciągu trzech dni odłowionych zostało 19 niedźwiedzi.

We czwartek ekipa stopniowo rozjeżdża się do domów na święta. Śmigłowiec wraca do Östersund. My natomiast korzystamy z zaproszenia Andrei Friebe, która prowadzi badania nad gawrowaniem niedźwiedzi i oglądamy kilka niedźwiedzich hibernakulów. Gawry te mają niespotykany w Karpatach charakter jamy wydrążonej w starym kopcu mrówek. Jeden z takich kopców ma dwa metry wysokości, a w wydrążonej w nim jamie mieścimy się we trójkę. Gawrę tę przed dwoma laty wykorzystywała jedna z niedźwiedzich rodzin odłowionych w mijającym tygodniu. Andrea wraz z mężem prowadzi niewielką firmę ekoturystczną (www.bjorn-vildmark.com) i pod hasłem „podążaj za badaczem niedźwiedzi” organizuje krótsze i dłuższe wycieczki, w czasie których zapoznaje swych klientów ze zwyczajami niedźwiedzi i z badaniami prowadzonymi przez Scandinavian Brown Bear Research Project. Firma ta jest więc swoistym buforem pomiędzy ekoturystami a skandynawskimi niedźwiedziologami. Naukowcy są otwarci na media i opinię publiczną, ale z braku czasu nie mogą się zajmować rosnącą liczbą ciekawskich. Od tego jest firma Andrei i Guntera.

W piątek wyruszamy w drogę powrotną via Sztokholm. W Tackåsen zostaje tylko Sven, który mieszka 600 metrów od stacji i jest jednym z sześciu stałych mieszkańców tej niewielkiej leśnej osady.

Im mądrzejsi, tym głupsi

Ze Szwecji, oprócz wielu niesamowitych wrażeń i doświadczeń praktycznych, przywozimy także wiedzę, która powinna znaleźć zastosowanie w badaniach niedźwiedzi karpackich. Nasze najważniejsze wnioski są następujące:

– Skuteczność usypiania niedźwiedzi w dużej mierze zależy od użytego środka. W Szwecji od lat stosuje się w tym celu preparaty, które nie są dopuszczone do używania w Polsce. Jesteśmy w tym względzie wyjątkiem w krajach Unii Europejskiej. Środki stosowane w naszym kraju muszą być podawane w większej dawce. Zwykle konieczne są trzy, cztery strzykawki. Należałoby więc podjąć wszelkie możliwe starania, aby środki wypróbowane na niedźwiedziach w Szwecji były dostępne także w naszym kraju.

– Wysiłek konieczny do złapania niedźwiedzia ani stres i ból samego zwierzęcia nie mogą pójść na marne. Dlatego konieczne jest stosowanie sprawdzonych procedur i pobór próbek, nawet jeśli nie przewiduje się ich natychmiastowego przebadania. Ważną sprawą jest indywidualne znakowanie przy użyciu kilku komplementarnych metod, na wypadek, gdyby któraś z nich zawiodła. Dlatego oprócz obroży niedźwiedziom zakłada się także implanty z nadajnikiem radiowym, które mają co prawda mniejszy zasięg, ale trudniej je zgubić. A gdyby implanty zawiodły, pozostaje tatuaż na wardze i mikroczip pod skórą. Od kolczykowania stopniowo się odchodzi, gdyż częściej niż obroże wywołuje to irytację niedźwiedzi.

– Monitorowanie podstawowych czynności życiowych uśpionego niedźwiedzia jest stosunkowo łatwe i może je prowadzić nawet osoba nie mająca wykształcenia weterynaryjnego przy wykorzystaniu standardowych instrumentów medycznych. Prosty pomiar temperatury ciała za pomocą dostępnego w każdej aptece termometru elektronicznego, pozwala stwierdzić, czy zwierzę należy chłodzić, czy raczej ogrzewać.

– Wymiary łap nie odzwierciedlają wielkości, ani tym bardziej wieku zwierzęcia.

– Waga i wymiary nie są przydatne do szacowania wieku niedźwiedzia. Podobnie jak wymiary łap dają one jedynie bardzo ogólną informację, czy mamy do czynienia z osobnikiem młodocianym, czy dojrzałym.

– Im więcej wiemy o niedźwiedziach, tym mniej możemy o nich powiedzieć „na pierwszy rzut oka”.

Co mają z tego niedźwiedzie?

Można zadać sobie pytanie, po co to wszystko? Co dają te odłowy i badania? Postęp nauki i wiedzy o niedźwiedziach jest przeogromny. Wiedza ta pomaga chronić niedźwiedzie w całym zasięgu tego gatunku. Także tam, gdzie tak kosztowne i kontrowersyjne badania nigdy nie będą możliwe. Jest także nadzieja, że dzięki badaniom nad hibernacją niedźwiedzi możliwe będą postępy w ludzkiej medycynie, które przyniosą ulgę w cierpieniu obłożnie chorych. Sceptycy jednak mogą dalej pytać: co to znaczy dla niedźwiedzi? Jaką te zwierzęta mają rekompensatę za ból i stres?

Odpowiedzią niech będzie informacja, że od czasu rozpoczęcia badań w Tackåsen, populacja niedźwiedzi w tym regionie znacznie zwiększyła swą liczebność i ocenia się, że jej zagęszczenie jest największe w całej Szwecji. Logicznym uzasadnieniem tego faktu jest wydatne ograniczenie nielegalnych odstrzałów. Warto tu przytoczyć historię pewnego myśliwego, który próbował niedawno zalegalizować dwa trofea – wyprawione niedźwiedzie skóry, rzekomo przywiezione z legalnego polowania w głębi Rosji. Okazało się, że na martwym nosie tych zwierząt wciąż tkwią mikroczipy. Udało się je odczytać i dokładnie ustalić, co to za niedźwiedzie oraz kiedy i gdzie zostały zabite. Myśliwy poniósł karę za kłusownictwo. A że takie wieści szybko się rozchodzą, jego przypadek zapewne wydatnie przyczynił się do ograniczenia nielegalnych odstrzałów. A kłusownictwo niestety nie jest tylko polskim problemem.

Stałe monitorowanie niedźwiedzi pozwala także skutecznie chronić je w czasie snu zimowego. W Polsce gawry formalnie objęte są ochroną strefową. W praktyce znamy lokalizacje głównie opuszczonych miejsc hibernacji. Jak wykazują szwedzkie badania, ich ponowne wykorzystanie jest niezmiernie rzadkie, wręcz incydentalne. Ścisła ochrona dawnych miejsc gawrowania nie ma więc większego znaczenia dla ochrony gatunku. Pomimo dość rygorystycznych zapisów w polskim prawie w Bieszczadach niedźwiedzie bywają wypłaszane z gawry w środku zimy. Ostatnio miało to miejsce w styczniu tego roku w nadleśnictwie Bircza. Z gawry wypłoszona została niedźwiedzica, w pobliżu znaleziono zamarzniętego kilkudniowego niedźwiadka. Kilka lat temu podobny przypadek miał miejsce w Lutowiskach. Znając rzeczywistą lokalizację niedźwiedzi w zimie, można by próbować wprowadzać ochronę strefową tam, gdzie jest ona naprawdę potrzebna.

Tomasz Zwijacz Kozica, Filip Zięba

1 2 
strona: 2/2    1 2 
«« Powrót do listy
    Drukuj     Wyślij znajomemu    Ilość odwiedzin   7957

POZNAJ TATRY Copyright © MATinternet s.c. - Z-NE.PL - ZAKOPANE 1999-2020  ::  9621789 odwiedzin od 2007-01-09   ONLINE: 5